Podróżujące Abstrakcje

Z Gendyna Rinpocze

28.11.2009 · Dodaj komentarz

Przestań czynić
Przestań się zmuszać
Przestań chcieć
A wszystko spełni się
naturalnie.

→ Zostaw KomentarzKategorie: codziennością pisane
Otagowane:

Przyjemne siedlisko II

19.11.2009 · Dodaj komentarz

Przede wszystkim musiałam zasięgnąć języka co z taką sytuacją można zrobić. Rozmawiałam ze znajomym policjantem, który poinformował mnie, że większość z tych okolicznych, wielodzietnych rodzin ma już sprawy w sądach rodzinnych, a starsze dzieci są pod opieką kuratora. To co można osiągnąć na drodze prawnej to doprowadzić do utraty praw rodzicielskich i dzieci trafiają do pogotowia opiekuńczego i w rezultacie do domu dziecka. Oczywiście jest to jedno z najgorszych rozwiązań.

Jedna z moich przyjaciółek pracuje z Centrum Informacji Kryzysowej. W codziennej pracy spotyka się z patologią w najgorszej postaci. Nie mniej jednak ona też uważa, że dom dziecka jest wyjściem ostatecznym. Kiedy wiesz, że życie dziecka jest zagrożone.

Na dobrą sprawę, więc nie można zrobić nic. Nie mogłam jednak nie zrobić nic i o tym zapomnieć. Chociażby dlatego, że ów sceny się powtarzały.

Myślałam zatem nad strategią.

Nie mogłam zainterweniować, no bo jak? Co im powiedzieć? Że nie powinni tak się odzywać do dzieci i do siebie?

Chyba każdy jest w stanie się domyślić na jaką odpowiedź mogłabym liczyć.

Nie, żadne rozmowy, dyskusje nie wchodziły w rachubę.

Zastanawiałam się co mogłoby wpłynąć na zachowanie takiej młodej matki. W końcu Eureka! Jeśli ona będzie się dobrze czuła to poprawi się jej humor, dzięki czemu być może wzrośnie jej cierpliwość do dziecka.

Postanowiłam podarować jej trochę serdeczności.

Pewnego dnia, kiedy ją zobaczyłam krzyknęłam przez płot: dzień dobry. Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, po czym zrobiła dziwną minę i opuściła głowę, zupełnie mnie ignorując. Przyznam, że nie było to miłe, bo przecież się tak staram a ona co? Oczywiście po chwili zrozumiałam, że moje niezadowolenie wynika z tego, że ktoś znowu nie spełnił moich oczekiwań i że tym razem naprawdę powinnam sobie darować.

Nie ustawałam, więc w działaniach. Po jakimś czasie młoda mama zaczęła odpowiadać dzień dobry, a nawet czasem kiedy zobaczyła mnie pierwsza, ona zakrzykiwała do mnie pierwsza. Wrzucałam te swoje wesołe „dzień dobry” również do jej wiecznie pijanego męża i teścia (wtedy kiedy byli w stanie to zrozumieć).

Nie wiem ile to trwało, ale pewnego dnia poczułam, że jednak to wszystko ma sens. Sąsiadka przechodziła ze swoim (na oko) trzyletnim synkiem i kiedy, jak co dzień powiedziałam z uśmiechem dzień dobry, ona odpowiedziała i z uśmiechem powiedziała do synka: no powiedz ładnie dzień dobry do pani.

Podeszłam do płotu zagadałam do dziecka, które w końcu na swój sposób powiedziało dzień dobry, wywołując naszą, nieśmiałą jeszcze salwę śmiechu.

Nie jestem psychologiem, nie wiem na ile to pomoże temu dziecku, tej młodej dziewczynie, ale w chwili obecnej jest to jedyna sensowna rzecz, którą mogę zrobić.

→ Zostaw KomentarzKategorie: codziennością pisane

Przyjemne siedlisko I

06.10.2009 · 2 komentarzy

Mieszkam w przepięknej okolicy w Gdańsku. W krainie domków dzielnicowych z czerwonej cegły, obrośniętych gdzieniegdzie pnącym bluszczem. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam to miejsce wypowiedziałam życzenie, że chciałabym tu mieszkać. Jak to bywa z życzeniami, czasami się spełniają. Po jakimś czasie nadarzyła się okazja i właśnie tu kupiliśmy słodką ruderę, którą przez kolejne lata próbowaliśmy doprowadzić do stanu używalności.

Dziś jest już w niej miło, domowo. Wybudowaliśmy płot, zasialiśmy dookoła trawę i wsadziliśmy parę roślin. Kiedy zrobiło się ciepło kupiliśmy stół i dwa krzesła ogrodowe, ażeby rano w piżamach na bosaka pić kawę na kawałku swojej ziemi.

Okazało się, że w miłej okolicy mieszkają ludzie, którzy bywają niemili. Nie dla nas, bo my raczej z tych co nie szukają sąsiedzkiej przyjaźni ani zwady. Chamscy, wulgarni dla siebie nawzajem, dla dzieci. W pobliżu naszego wymarzonego „ceglaka” mieszka sporo ubogich, wielodzietnych rodzin. Jedna z nich mieszka za ścianą, przez która na szczęście niewiele słychać. Jednak kiedy siedzimy w ogródku, a sąsiedzi mają pootwierane okna (co latem jest zwyczajem codziennym), można nasłuchać się wszelakich odmian słowa: kurwa, chuj, pierdolony, jebana itd. Dorośli do siebie, dorośli do dzieci, dzieci do siebie, dzieci do dorosłych.

Poziom abstrakcji osiągnął punkt kulminacyjny, kiedy siedziałam w ogrodowym zaciszu z jakimś uroczym tomikiem, a “zza płota” usłyszałam jak młoda matka mówi do swojego – na oko czteroletniego – synka, cytuję: „Zamknij się ty chuju jebany, bo cię zajebię w końcu.” Walnęłam uroczym tomikiem o stół, weszłam czym prędzej do domu, trzasnęłam drzwiami i próbowałam liczyć oddechy. Wiedziałam, że coś muszę zrobić.

A co Wy byście zrobili?

Komentarzy: → 2Kategorie: codziennością pisane

Rozlewiska zmian

11.08.2009 · Dodaj komentarz

Jakoś dzisiaj mnie naszło żeby napisać o spostrzeżeniach na temat książki „Powroty nad rozlewiskiem”. Jest to druga książka Małgorzaty Kalicińskiej. Próbę jej przeczytania podjęłam zimą tego roku. Odszukałam wpis na blogu z recenzją „Domu nad rozlewiskiem”, aby odświeżyć swój pogląd z przed roku. Okazało się, że pisałam o tej książce dokładnie rok temu – 11.08.2008. Dzisiaj jest 11.08.2009, a więc najlepszy dzień na podsumowanie całej serii. Piałam z zachwytu nad pierwszą częścią i nie mogłam się doczekać kolejnej.
Do drugiej książki zasiadłam w styczniu. Wszystko miałam zaplanowane, gorąca herbata z sokiem malinowym, gruba bluza, skwierczący kominek. Ja i serdeczna książka na zielonej kanapie. Perfekt!
Wszystkie warunki zostały spełnione, jednak kiedy zaczęłam czytać nie mogłam się w niej roznamiętnić. Treść wydawała mi się banalna, a wątki nazbyt przewidywalne. Zrobiłam chyba z trzy podejścia, po czym nie doczytując nawet do połowy zamieniłam książkę na inną.
Zastanawiałam się nad tym długo. Z czego wynika taka zmiana? Może pierwsza część była zdecydowania lepsza od kolejnej? To się przecież zdarza. Zapytałam znajomych, a w zasadzie znajome, bo książka skierowana jest raczej do kobiet. Czy kolejne części Kalicińskiej są słabsze i większość odpowiedzi, że kolejne książki są równie dobre. A tym którym się nie podobała kolejna część, nie podobała się również pierwsza.
A więc chodzi o mnie.
Od momentu przeczytania pierwszej książki, rzeczywiście dużo się zmieniło. Nie mieszkam już w Kopenhadze, a to pewnie też zabarwia odbiór (raczej odbarwia). W Kopenhadze wszystko zdawało się bardziej przyjazne. Zaczęłam warsztaty literackie w IBL-u w Warszawie. Podczas, których uczeni w literach wyrabiali nasze gusta czytelnicze, podsuwali wciąż nowe odkrycia literackie. Sprawdzali i szlifowali nasze pierwsze płody pisarskie. Po pół roku zajęć i po przeczytaniu góry książek, książek z tzw. literatury wysokiej, okazało się, że nie jestem w stanie przeczytać kolejnej części opowieści z nad rozlewiska.
Mam jednak wątpliwości czy zmiana ta jest pozytywna.
Na pewno dysponuję większą wiedzą o literach i w literach, co jest cenne. Daje to poczucie większej pewności siebie, dzięki której otworzyły się nowe możliwości.
Myślę też o tym, że wiedza ta w pewnym sensie jest ułomnością. Tresowanie się w rozumieniu i przyswajaniu wysokich form literackich powoduje, że zanika umiejętność cieszenia się z rzeczy prostych. Powstaje niezaspokojony apetyt na rzeczy nieprzeciętne, niepospolite, niepowtarzalne, których codzienność nie ma w nadmiarze.
To tak jakby przebywać w przysłowiowej krainie głodnych duchów, które mają gardła jak główka szpilki, a żołądek jak cały świat. Nigdy nie zaspokoją głodu.
Nie mogą zaznać szczęścia, ukojenia, nie cieszą się małymi kęsami, pragną wielkich rzeczy, których nie są w stanie połknąć.


→ Zostaw KomentarzKategorie: codziennością pisane
Otagowane: , , ,

Z Macieja Cisło

06.07.2009 · Dodaj komentarz

“Można być niezawodowym profesjonalistą lub nieprofesjonalnym zawodowcem”

→ Zostaw KomentarzKategorie: codziennością pisane
Otagowane:

Zaaranżowane przez niewidomych

20.06.2009 · Dodaj komentarz

Znany poeta opowiedział mniej znanej dziennikarce o domu, który byłby stworzony przez niewidomych. Kształt, aranżacja przestrzeni, wszytko dobrane dzięki zmysłowi czucia. Pomyśl tylko jak miły byłby to dom w dotyku. – Rzekł do niej – jak przyjemny stałby się dla ciała. Ale czy wyglądałby równie przyjemnie? Czy kolory są różne w dotyku? Zamknęłam oczy próbując go sobie wyobrazić, ale trudno to zobaczyć. Łatwiej byłoby doświadczyć.

→ Zostaw KomentarzKategorie: codziennością pisane
Otagowane: ,

A mogło być inaczej

19.06.2009 · 1 komentarz

Zasłyszane…

Wyobraź sobie jakie piękne byłoby życie, gdyby przybiegało odwrotnie niż dotychczas.
Zaczyna się od tego, że kilku eleganckich gości przynosi cię w skrzyneczce i od razu trafiasz na imprezę.
Żyjesz sobie spokojnie jako starzec w domku i z dnia na dzień stajesz się coraz młodszy.
Pewnego dnia dostajesz odprawę w postaci grubszej gotówki i idziesz do pracy.
Pracujesz jakieś 40 lat i poznajesz uroki życia. Zaczynasz pić coraz więcej alkoholu, coraz częściej chodzisz na imprezy i coraz częściej uprawiasz seks. Jak już masz to opanowane, jesteś gotów żeby trafić na studia, gdzie rozwijasz skrzydła.
Później szkoła średnia i wszystko staje się możliwe. Coraz mniej od ciebie wymagają, masz coraz więcej czasu na zabawę. Robisz się coraz mniejszy, aż trafiasz do brzucha, gdzie pływasz i wypoczywasz przez 9 miesięcy, kompletny relaks.

A potem nagle BĘC – i Twoje życie kończy się orgazmem.

→ 1 komentarzKategorie: codziennością pisane
Otagowane: , ,

Ateny 2009

18.06.2009 · Dodaj komentarz

Pojechałam do Aten starożytne kamienie oglądać. Chciałam nabrać filozoficznego nastroju i popalać się nieco w blasku Peryklesa. Już widziałam siebie jak dumam nad wiekami i przysiadam na kamieniu antycznym w cieniu Partenonu. Jak w teatrze Dionizosa witam Sofoklesa.
I tak pięknie merytorycznie przygotowana wylądowałam w antycznej stolicy.
Z notatkami w dłoni udałam się do strefy upragnionej.
Aby czytać o historii w miejscu najważniejszym -
na obszarze jej powstawania.

Lecz czym bardziej oczekiwania skrystalizowane tym większy zawód z niepomyślności. Wybrałam się porą nieturystyczną taki mi się wydawał kwiecień. I rzeczywiście turystów ilość symboliczna,
za to utonęłam w powodzi szkolnych wycieczek.

Przekrój młodzieży światowej spontanicznie reprezentował swoje narody. A ja miast się skupić na starożytności, obserwowałam uczestników międzynarodowego zlotu. Przyznam, że z niemałą ciekawością również podsłuchiwałam.
I tak młodzież amerykańska gorąco dyskutowała, że na górze…., po ciężkiej wspinaczce nie ma sklepu z napojami, że nie można skupić się na na niczym kiedy tak chce się pić. Wydawali się wręcz oburzeni.
Nieopodal młodzież rosyjska siedziała w cieniu. Jedli kanapki, robili zdjęcia sobie wzajemnie, śmiali się rubasznie, piknikowali tak wesoło i głośno, aż od razu zapragnęłam się do nich przyłączyć.
W pewnym oddaleniu siedziała kolejna grupka. Po twarzach poznałam, że ani to Amerykanie, ani Rosjanie. Zaciekawiona, podeszłam niby żeby zdjęcia porobić i usłyszałam język niemiecki. Siedzieli na kamiennej ławie w zwartej grupie. Dziewczyna z blond grzywką czytała tekst po niemiecku i co chwilę wskazywała dłonią różne budowle. Reszta grupy notowała, podnosząc głowy znad kartek i jak na komendę wodzili wzrokiem we wskazanym kierunku.

Jeszcze sporo było młodzieży z różnych części świata, ale po chwili wyrwałam się z socjologicznych rozmyślań i próbowałam choć przez chwilę pomyśleć o Spartanach i ucztach na Olimpie.

→ Zostaw KomentarzKategorie: podróże
Otagowane: , , , ,

Meksykańskie walentynki

06.04.2009 · 1 komentarz

Walentynki 2009 spędziłam w Mexico City. Okazało się, że tego dnia na największym placu w centrum był ustanawiany nowy rekord Guinnessa. Prawie 40 tyś., ludzi w tym samym czasie łączyło swe usta w pocałunku. Po placu krążyli również wolontariusze, którzy oferowali pocałunki dla samotnych. Oprócz bicia nowego rekordu odbył się festyn propagujący hasło „miłość bez przemocy”. W jednej z tamtejszych gazet wyczytałam że 9 na 10 młodych kobiet w Meksyku doświadczyło przemocy fizycznej, seksualnej czy psychicznej. 9 na 10!!!!! Jasna cholera, co za świat!

Podczas imprezy rozdawano ulotki informujące o instytucjach do których można zwrócić się po pomoc. Szczerze mówiąc liczby te (9 na 10!!!!) wydawały mi się grubo przesadzone, myślałam: – do cholery latynosi to typ macho, pewnie i są nieco porywczy, ale, że niby tak napadają na te swoje kobiety, w końcu to niemuzułmański kraj!

Zdziwiłam się widząc na stacjach metra oddzieloną część peronu, gdzie przy wejściu stał policjant z bronią. Część ta była przeznaczona jedynie dla kobiet i dzieci dla ich bezpieczeństwa. Przejazd metrem jest dość tani, więc w godzinach szczytu (16-18) bywa tłoczno. Czasami trzeba przeczekać w tłoku ileś pociągów, ponieważ w wagonach jest taki ścisk. Pewnego dnia trafiliśmy właśnie na takie zagęszczenie, z falą ludzi zostaliśmy wepchnięci do wagonu. Zdawało się, że jest tak ciasno, że można ruszać jedynie ustami, jednak w pewnym momencie poczułam czyjąś rękę na pośladkach. Na początku myślałam, że mi się wydawało, że to przypadek, aż ręka zaczęła ściskać i masować mi tyłek. Z racji tego, że nie mogłam się ruszyć ani nic zrobić i nie znam hiszpańskiego, krzyknęłam do przyjaciół – Halo, ktoś mnie maca po tyłku. Jeden ze znajomych kawałek dalej stał odwrócony do mnie twarzą, ale nic nie mógł dojrzeć w tym ludzkim kłębowisku. Przyjaciel z Meksyku powiedział po hiszpańsku coś nieprzyjemnego, więc natrętna ręką na moment znikła, ale przy wysiadaniu ręka znowu zaatakowała, kiedy dokonałam cudu i odwróciłam się podczas wysiadania, za mną stał niski i gruby Meksykanin. Dumnie uniósł brodę i patrzył mi w oczy, był zupełnie niespłoszony. Jakby wydarzyła się zupełnie normalna rzecz. Tak mnie to zatkało, że nie mogłam wydusić słowa, chociaż parowałam z gniewu.

Zrozumiałam idee festiwalu miłości i szacunku oraz potrzebę oddzielnych wagonów dla kobiet i dzieci.

→ 1 komentarzKategorie: codziennością pisane
Otagowane: , , ,

Skok pod palmę

02.03.2009 · Dodaj komentarz

p1030555Jak dobrze wyrwać się z centrum zimy w tropikalne klimaty. Właśnie wróciłam z podróży po Meksyku i Salvadorze. Czuję naładowane słońcem baterie, jednak nie tryskam energią, ponieważ wciąż walczę z jet lagiem. Cholerny z niego stwór i nie zaprzyjaźnimy się nigdy (never say never!).

Z krain tropikalnych przywiozłam klasycznie przygody, zdjęcia i przepisy kulinarne. Wszystkie notatki skompletowane w notesie opatrzonym czerwonym sercem, na bieżąco będą przenikać na stronę ……….. Abstrakcji.

A właśnie jeśli chodzi o ………… Abstrakcje, to od czasu do czasu myślę sobie o tym wielokropku, a w zasadzie o jego zastępniku. Doszłam do wniosku, chyba to było podczas leżakowania nad basenem w Salvadorze, że słowo określające moje …………Abstrakcje powinno być związane z czynnością, którą czynię najczęściej. Pomijając więc czynności fizjologiczno-higieniczne są to – podróże – EUREKA!

Od dzisiaj wielokropek zostaje zmieniony na PODRÓŻUJĄCE.

→ Zostaw KomentarzKategorie: codziennością pisane
Otagowane: , , ,