Jakarta, stolica Indonezji to przyjemne miejsce, ale nie na dłużej niż na 3 dni. De facto gdyby nie palmy, niektóre zjawiskowe rośliny i tropikalna pogoda, bardzo przypominałaby europejską metropolię. Potężne, modernistyczne biurowce – połączenie metalu i szkła, loga banków z całego świata, ekskluzywne centra handlowe… trochę mało egzotycznie.
Jak przystało na szanujący się muzułmański kraj (główną religią w Indonezji jest islam) od wschodu słońca można doświadczyć z wszechobecnych megafonów muzułmańskich “śpiewów” nawołujących do modlitwy (wybierając miejsce noclegu warto sprawdzić czy okna pokoju nie wychodzą wprost w objęcia megafonu, ponieważ każdy dzień będzie się śpiewnie zaczynał o 5 rano. Ponadto muzein pięć razy dziennie śpiewnie przypomina wiernym o modlitwie).
Centrum Jakarty to MERDEKA BARAK, na którym znajduje się pomnik Merdeka, wzniesiony w 1960 roku na pamiątkę niepodległości. Miejsce to opisywane w przewodnikach jako konieczne odwiedzenia ba, a nawet jeśli go kto nie odwiedzi to jakby w Jakarcie nie był. No, więc byłam i widziałam, żeby nie było. Dlatego z całym przekonaniem i nawet z trzema palcami na sercu śmiem twierdzić, że wycieczkę tą odbyć można z powodu absolutnego braku innych zajęć. Ogromny betonowy plac przyozdobiony licznymi ogródkami i fontannami, które rzeczywiście są urokliwe, ale żar lejący się z równikowego nieba jest bezlitosny, a o cień tam trudno. Kto jednak nie zawierza moim subiektywnym słowom, niech nie zapomni zabrać na wycieczkę butelki wody bo na placu cienko ze sklepami. Można zakupić bilet i wjechać na szczyt pomnika aby zobaczyć panoramę Dżakarty. Na placu
roi się oczywiście od naciągaczy, którzy przypadkiem mają w worku na plecach, każdą pamiątkę o jakiej możesz zamarzyć. Tu – po raz kolejny – ważne okazują się umiejętności negocjacyjne (z reguły można wynegocjować co najmniej połowę). Podróżując po wschodzie trzeba bardzo uważać na różnej maści naciągaczy, ale z drugiej strony warto z nimi czasami porozmawiać – o ile nie są zbyt nachalni – i zasięgnąć języka o ciekawostki danego kraju. Są to często informacje bardzo cenne, nie do znalezienia w przewodnikach.
Kolejne miejsca na mapie turystycznej Jakarty to: KOTA – stare miasto i zabudowy z XVIII w. wraz z ratuszem z tego okresu, SUNDA KELAPA – port i kolonialna część. Nie rozpisuję się o tych miejscach bo naprawdę nie ma tam nic szczególnego.
TAMAN ISLAIL MARZUKI – jest określane jako centrum kulturalne miasta, w którym odbywają się koncerty gamelanu (rodzaj indonezyjskiego zespołu muzyki tradycyjnej), pokazy tańców narodowych i że można tam doświadczyć artystycznych uniesień, a tu znowu niespodzianka. Jest to ogrodzony plac na którym stoją trzy budynki – jeden to teatr, drugi kino, a w trzecim znajdują się bary szybkiej obsługi i kawiarnie. Pośrodku placyk, ławeczki i koniec. Jeśli o mnie chodzi to jakoś artystycznie się nie uniosłam, a może i przeciwnie nawet.
PASAR BARANG ANTIK – bazar z rękodziełami indonezyjskimi. Na odwiedzenie tego miejsca czekałam niecierpliwie przygryzając wargi. Bardzo lubię zagrzebywać się w starych, tajemniczych rzeczach, kiedy to każdy z takich przedmiotów bajeczną historię opowiedzieć może. No cóż… Ulica upstrzona małymi kramikami na stoiskach można było znaleźć wszystko, ale przede wszystkim tandetę. Trochę chińskiej porcelany, niekoszerne buddyjskie posążki, noże, szable, miecze, które oczywiście były własnością wielkich, historycznych wojowników. Ciekawe, że na każdym stoisku leżał co najmniej jeden nóż tego samego bohatera.. Generalnie mnóstwo pseudo antyków po okazyjnej cenie. W zasadzie można było tam wygrzebać parę ciekawych lub śmiesznych gadżetów, ale nie były aż tak bardzo nadzwyczajne żeby je dźwigać w dalszej podróży.
Aby zrównoważyć bilans za i przeciw podróży do Jakarty opowiem teraz o niezwykłym TAMAN MINI INDONESIA, w którym znajdują się między innymi repliki tradycyjnych, starożytnych budowli z 34 prowincji Indonezji. Od momentu wjechania na teren tego skansenu, parku poczułam się jak po drugiej stronie lustra. Nagle zniknęła cała biznesowa stolica na pokaz, a ukazały się niezwykłe drewniane budowle z nieprawdopodobnymi malunkami i ornamentami. Wszystko dookoła żyło kolorami najmocniejszymi. Do wielu z tych domów można wejść do środka i obejrzeć tradycyjne stroje indonezyjskie, sztukę, rękodzieła ludowe.
Pomiędzy budynkami znajdują się czarowne parczki ze stawami i licznymi rzeźbami przedstawiającymi historię Indonezji. Oprócz tego konieczny jest spacer po ogrodach z orchideami oraz wizyta w kinie trójwymiarowym Keong Mas Imax Theatre na pokazie filmu o kulturze i naturze indonezyjskiej. Film jest krótki, ale robi niesamowite wrażenie. Jest tu również osobliwe muzeum insektów oraz park motyli.
Kolejną rzeczą jest wielkie akwarium gdzie można się znaleźć w królestwie niespotykanych ryb i przerażających stworzeń wodnych. Niektóre okazy są naprawdę niezwykłe, aż trudno uwierzyć, że to istoty z naszej planety.
Niestety jest też kiepski aspekt wyprawy po cudach wodnych, ale jest to kwestia indywidualna, związana z osobistymi odczuciami, jednak podzielić się nią muszę. Przyglądając się zwierzętom zauważyłam, że są one trzymane w niezbyt dobrych warunkach. Niektóre ogromne ryby trzymane były w dużych akwariach, ale nie wystarczająco dużych, aby ta ryba mogła się poruszyć, więc tkwiła tam zawieszona poruszając jedynie skrzelami. W innym miejscu przepiękne żółwie, które morderczo rzucały się na szklaną ścianę akwarium i za wszelką cenę próbowały wyskoczyć, były poranione, a jednak nie ustawały w próbach ucieczki. Było tam jeszcze wiele innych naruszeń, które by nie przeszły w naszym świecie, a tam raczej nie mają znaczenia. Mnie takie rzeczy poruszają, więc wycieczka po tym miejscu skończyła się dość szybko. Na pewno ważna to informacja dla tych z “wrażliwym sercem”.
Kolejną rzeczą na plus (w zależności kto czego poszukuje) były przepiękne centra handlowe. Począwszy od marek typu Channel, Gucci a skończywszy na… w zasadzie nie skończywszy bo tyle tego tam jest. Istny raj dla łowców markowych ciuchów po nieco niższych cenach i shoppingu pod każdą postacią. Jedne z większych centrów: SENAYAN CITY, PASAR RAYA, SARINAH, i wiele, wiele innych.
Ulice Jakarty nie są bezpiecznie szczególnie dla obcokrajowców, dlatego wskazane jest poruszanie się taxówkami. Biała twarz i wzrost dość mocno wyróżniają się wśród tłumów. Ze względu na to, że to muzułmański kraj kobiety powinny uważać na to w co się ubierają – bez zbytniego eksponowania elementów ciała – i raczej niewskazane są samotne spacery, szczególnie wieczorem.
Generalnie z moich podróżniczych doświadczeń wynika, że ludzie w krajach muzułmańskich – poza ośrodkami turystycznymi – nie są wyjątkowo otwarci i przyjaźni, a już szczególnie do białych kobiet ubranych zgodnie ze swoją kulturą.





1 odpowiedź jak dotąd ↓
sylwek // 31.07.2008 @ 10:05 |
no niezle doswiadczenia….az sobie wyobrazilam, ze tam z wami jestem! dziekuje