Lecę do Frankfurtu nad Mennem. Na lotnisku w Gdańsku totalne kolejki, tanie linie zaatakowały, a lotnisko jeszcze słabo do tego przygotowane.
Jakoś udało mi sie wtaszczyć do samolotu moją podręczną. Sympatyczna pani wręczyła mi Wyborczą i z przyjemnością wielką – bo taką wywołuje u mnie latanie w chmurach – zasiadłam pomiędzy dwoma miłymi panami zza zachodniej granicy.
Z uśmiechem zabrałam się za gazetę z której wypada dodatek – “Co jest grane” – z wielkim zdjęciem hitlerowskiej flagi i dżentelmenami w niemieckich mundurach – reklama nowego filmu Wajdy.
O Shit! – nakręca się w glowie niczym mantra.
Myślę o niemieckich współpodróżnikach po moich dwóch stronach, ale nie mam odwagi spojrzeć. Wiem, że widzą. Poczułam napływającą fale gorącej żenady. Zwinęłam gazetę czym prędzej, umieszczając niedbale w kieszeni poprzedzającego fotela i udaliśmy, że rzecz nie miała miejsca.
Reszta podróży odbyła sie nie-błogiej ciszy.
Po całym wydarzeniu kiedy rozum wrócił na swoje miejsce, pomyślałam, że zachowałam się jak dziki troll z głębokiego lasu. Zamiast wyjaśnić moim niemieckim współtowarzyszom, że to tylko reklama filmu historycznego, że prasa polska wcale nie podsyca antyniemieckich zachowań. Że wcale nie pałujemy się wciąż II Wojną Światową, że wiemy, że pamiętamy, ale jesteśmy normalni, a nie bandą paranoików. Że teraz mamy delikatny polityczny mess w naszym kraju, ale przecież to takie naturalne dla tak młodej demokracji, że przecież się dopiero uczymy. Jesteśmy trochę agresywni i krytyczni, ale to przez komunizm, gdzie ciągle nas okłamywano dla naszego dobra, więc teraz trudno nam uwierzyć w cokolwiek. Że wcale nie jesteśmy źli i żeby nas jeszcze nie oceniać, żeby nie skreślać, potrzebujemy tylko jeszcze trochę czasu.
Zamiast im to wszystko skrupulatnie wytłumaczyć i przypieczętować ten podniebny akt porozumienia lampką samolotowego wina, ukryłam się między szpaltami gazety.
Później spojrzałam w lusterko z politowaniem.





1 odpowiedź jak dotąd ↓
agapiotr // 27.06.2008 @ 18:08 |