Niezwykłym człowiekiem był Jan Brzechwa. Czytam właśnie biografię napisaną przez jego przyjaciół, „Akademia Pana Brzechwy”.
Pamiętam kiedy po raz pierwszy obejrzałam „Akademię Pana Kleksa”. Było to w podstawówce, cała szkoła szła na poranny seans do kina w Klubie Garnizonowym.
Po filmie byłam mocno i długo zainspirowana szkołą szalonego czarodzieja (nadal jestem?!). Marzyłam jedynie o tym aby być chłopcem i mieć imię zaczynające się na literę A (warunek przyjęcia do akademii). Chciałam wierzyć, że wtedy na pewno uda mi się odnaleźć to zaczarowane miejsce.
Dziś myślę o tej magii, czym ona jest? Patrze na dziecko, którym byłam, patrzę na dzieci i szkołę wtedy. Zastanawiam się co mnie tak uwiodło (uwodzi) w tym filmie, książce?
Pierwszą rzeczą jest na pewno kunszt pisarski Jana Brzechwy, ale zaglądając głębiej pod kołdrę wspomnień…
Przypominam sobie szkołę podstawową, klimat, nauczycieli…
Co za dramat!
Pani od historii tępym, jednostajnym głosem recytowała historyczne fakty, Pani od polskiego patrząc w okno opowiadała coś o utworach kogoś tam, Matematyczka pisząc liczby na tablicy coś do nich mówiła, a później kazała to przepisać.
Najbardziej jednak zapamiętałam starszą Panią od geografii. Za każdym razem kiedy dowiedziała się, że ktoś uciekł z jej lekcji albo nie odrobił zadania domowego dostawał na środku klasy w twarz.
Nauczycieli i uczniów łączyła jedna i jedyna rzecz wszyscy byli w szkole bo musieli. Oddychaliśmy niechęcią, nudą, frustracją.
Zero inspiracji, entuzjazmu, radości, każdy chciał po prostu przetrwać kolejny dzień i wyjść.
Pamiętam kłębiące się myśli jeszcze tylko jedenaście minut, sześć, cztery….. DZWONEK! Jedyny euforyczny moment.
Na przerwach trzeba było spacerować dookoła, po środku stała dyżurująca nauczycielka z linijką. Niewskazane było bieganie i krzyk bo wtedy Pani robiła się nerwowa i używała linijki.
I czy to takie dziwne, że tak bardzo chcieliśmy odnaleźć Akademię Pana Kleksa?
Możliwe, że niektórzy mieli więcej szczęścia i odnaleźli swoją akademię, może w swoim otoczeniu mieli wielkiego nauczyciela, ktory potrafił uczyć, inspirować…
Taką mam nadzieję!





7 odpowiedzi jak dotąd ↓
kwiat // 04.07.2008 @ 8:56 |
hmmm. Każdy marzył wtedy o zaczarowanym świecie Akademii Pana Kleksa. Ja jednak pamiętam dokładnie strach o niego, strach,że zabraknie mu tych zaczarowanych piegów przez intrygi wrogów. Będąc nauczycielem myślę,ze większość ludzi z tego środowiska nawet jak posiada owe piegi, boi sie,ze dzieci wykorzystają ich dobroć i spontaniczność. Nie potrafią zamienić pasji w działanie, przyciągnąć do siebie młodzieży. Poza tym, może wiekszość nauczycieli, to “przypadkowi przechodnie”.
Ja miałam jednak przyjemność spotkać kilku nauczycieli “znaczących innych” w swoim życiu, którzy ukształtowali mój światopogląd, zaszczepili pasje i wskazali drogę. Niestety było również kilku, przez których pozamykały sie dla mnie pewne przestrzenie…
agapiotr // 09.07.2008 @ 23:52 |
agapiotr // 09.07.2008 @ 23:55 |
alez mnie rzucilas w swiat…
agapiotr // 09.07.2008 @ 23:57 |
psss bananan nadal.. nie Ssssschodzi
agapiotr // 09.07.2008 @ 23:59 |
psss 2 …jeszcze! jeszcze!…
Julia // 15.12.2008 @ 7:28 |
Dla mnie od sierpnia przeszłego roku Brożuś Kleks też został bliski – po raz pierwszy przyjrzełam się filmowej “Akademii”, a dopiero potem książkom, którzy ściągnęłam z sieci, jak należy. A dowody na mojej stronie patrz
Popieram *kwiat* – bałam się za niego też i nadal obawiam; całe szczęście, że we wszystkich filmach on został samim sobą w końcu i w nic się nie zamieniał…
Julia // 15.12.2008 @ 7:29 |
*ojej, pierwsza część adresu emajl to “eunYglarker”, sorry