Mieszkam w przepięknej okolicy w Gdańsku. W krainie domków dzielnicowych z czerwonej cegły, obrośniętych gdzieniegdzie pnącym bluszczem. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam to miejsce wypowiedziałam życzenie, że chciałabym tu mieszkać. Jak to bywa z życzeniami, czasami się spełniają. Po jakimś czasie nadarzyła się okazja i właśnie tu kupiliśmy słodką ruderę, którą przez kolejne lata próbowaliśmy doprowadzić do stanu używalności.
Dziś jest już w niej miło, domowo. Wybudowaliśmy płot, zasialiśmy dookoła trawę i wsadziliśmy parę roślin. Kiedy zrobiło się ciepło kupiliśmy stół i dwa krzesła ogrodowe, ażeby rano w piżamach na bosaka pić kawę na kawałku swojej ziemi.
Okazało się, że w miłej okolicy mieszkają ludzie, którzy bywają niemili. Nie dla nas, bo my raczej z tych co nie szukają sąsiedzkiej przyjaźni ani zwady. Chamscy, wulgarni dla siebie nawzajem, dla dzieci. W pobliżu naszego wymarzonego „ceglaka” mieszka sporo ubogich, wielodzietnych rodzin. Jedna z nich mieszka za ścianą, przez która na szczęście niewiele słychać. Jednak kiedy siedzimy w ogródku, a sąsiedzi mają pootwierane okna (co latem jest zwyczajem codziennym), można nasłuchać się wszelakich odmian słowa: kurwa, chuj, pierdolony, jebana itd. Dorośli do siebie, dorośli do dzieci, dzieci do siebie, dzieci do dorosłych.
Poziom abstrakcji osiągnął punkt kulminacyjny, kiedy siedziałam w ogrodowym zaciszu z jakimś uroczym tomikiem, a “zza płota” usłyszałam jak młoda matka mówi do swojego – na oko czteroletniego – synka, cytuję: „Zamknij się ty chuju jebany, bo cię zajebię w końcu.” Walnęłam uroczym tomikiem o stół, weszłam czym prędzej do domu, trzasnęłam drzwiami i próbowałam liczyć oddechy. Wiedziałam, że coś muszę zrobić.
A co Wy byście zrobili?
Tak naprawdę to ta “młoda matka” powiela wzorce, które sama zna ze swojego “rodzinnego domu”. Innych nie zna, nie wie że można komunikować się ze światem w inny niż wulgarny sposób… To nawyk wyrobiony i wzmacniany przez lata, przez otoczenie w którym żyje. Co można zrobić….? Może zaprosic ją na kawę i spokojną rozmową pokazać, że istnieje też inny świat niż ten który zna, że istnieją inne zajęcia niż libacje i mordobicia… i że to od niej zależy jak będzie wyglądało życie jej oraz dzieci które wychowuje..
rr
Zgodze sie z Bratem jesli chodzi o pierwsza czesc jego opinii ale nie wierze w edukacje takiej osoby,to tak jak bys prosil deszcz zeby ciszej padał:)hahahahah,Ja bym uzbieral kase i wykupilbym ten domek a im przeprowadzil daleko hen na stepy akermanskie:)