Jesienny eden

Ostatni wpis koniec marca, czekałam na wiosnę. Wiosna nie przyszła, koniec zimy dłużył się w nieskończoność, później było lato. Pierwsze 30 st odebrałam jako termometrowy żart, dalej było już tylko gorzej. Jakiekolwiek aktywności przenosiły się do klimatyzowanych budynków, a spotkania towarzyskie można było odbywać w supermarketach na dziale mrożonek. Za to życie nocne kwitło, po całodziennym skwarze pozostawała jedynie kontemplacja nad zimnym piwem, tak długo jak zdrowie pozwalało. Czyli nie za często.

Dziś jesień, polska, barwna, słoneczna. Wszystko zaczyna zwalniać. Ciągnie chłodem, słońce już wysoko, ale powietrze krystalicznie przejrzyste. Na zewnątrz ręce grabieją, poliki czerwienieją, wiatr wdziera się pod kurtkę, spaceruję myśląc o podpince do kurtki, którą powinnam już doczepić. Wpadam do domu bucha ciepło, wstawiam czajnik, przygotowuję gorącą herbatę z malinami (z ogrodu mamy Magdaleny). Jeśli trochę mnie wytrzęsło to zagotowuję trochę imbiru i dolewam do herbaty. Wskakuję w dres i góralskie skarpety. Przygotowuję stos książek (bo nie wiadomo na co dziś apetyt), wyciągam pluszowy koc, zapalam lampkę (bo przecież szybko robi się ciemno). Zasiadam, cisza, pierwszy łyk, otwieram książkę. Uśmiecham się. To mój jesienny eden!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s