Ciągnie po nogach, ale nadal pięknie, liściasto i kolorowo. Wciąż jeszcze nie dotarłam do lasu którego potrzebuję. Codziennie myślę o zanurzeniu nóg po kostki w liściach. Łaziłabym tak szurając nimi godzinami. Tylko wtedy one tak ładnie szeleszczą, pachną. Czuje zew lasu, a tak się wszystko jakoś rozłazi po kościach, ścianach, po godzinach. Moje motto: jutro będzie lepszy dzień na zrobienie tego. I kolejne (udręczone) jutro przecieka przez palce.
Ciągnie po nogach, ale wiata już drzewem zapełniona, może starczy na całą zimę? Ostatnio zabrakło, wciąż pamiętam te śnieżyce i wielomiesięczną, białą zmarzlinę.
A w ceglaku… pojawiły się odgłosy małych łapek. Za wszelką cenę próbują dostać się do środka. Całe noce słychać stukania, chrobotania, popiskiwania między ścianami, w stropach. Takie małe stworzonka, a jakże są stresujące, w zasadzie dlaczego? Kupiłam ultradźwiękowy odstraszacz na gryzonie, no niech one się wyniosą.
Ciągnie po nogach
Ten wpis został opublikowany w kategorii codziennością pisane. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.